Jak myślicie, czy każdy ma markę osobistą? Budowanie wizerunku eksperta to o wiele głębsze zagadnienie, niż prowadzenie komunikacji w mediach społecznościowych. Jak działać, aby być autentycznym, a przede wszystkim skutecznym? O tym opowiada  Agnieszka Plencler.

 

Marki w personal brandingu łączą masowość B2C i specjalistyczna atmosferę w B2B. Warto wiedzieć co dzieje się w tym obszarze, bo wiele marek stawia w promocji na prezesów, właścicieli i wyrazistych pracowników w roli ekspertów brandów. Zapraszam do artykułu: kliknij

Historia Grażyny Piotrowskiej-Oliwy – Pani Prezes, o tym, żeby lepiej nie przyjaźnić się z szefową, wywiad z psycholożką społeczną Agnieszką Plencler o tym jak zbudować swoją „markę osobistą” oraz sukces ukryty w sałatce – przepis na start-up według Anny Krajewskiej, założycielki „Salad Story” . Te i inne tematy znaleźć można w najnowszym wydaniu dwumiesięcznika „Wysokie […]

Jest coraz więcej analiz i badań dotyczących wpływu sztywnych ram dress code na pracowników. W jednym z badań w Anglii, gdzie przebadano sporą grupę osób (2000 pracujących na etacie i których obowiązywały sztywne zasady dress code) aż 61% stwierdziło, że dress code nie ma pozytywnego wpływu na ich produktywność, a 45% uznało, że byliby bardziej produktywni gdyby mogli wyglądać tak jak chcą.

Jednym z elementów Personal Code, czyli holistycznego procesu budowania marki osobistej jest nasz wygląd/ styl ubioru. To zawsze obecny i ważny kanał komunikacji niewerbalnej o nas- jak Cię widzą tak Cię piszą, ale też jedno ze źródeł naszego lepszego lub gorszego samopoczucia. Jak mówi Rachel Zoe „Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”.

Wizerunek biznesowy zobowiązuje do elegancji i dostosowania się do rangi danej sytuacji. Każdy z nas chce wyglądać odpowiedzialnie, pewnie siebie, wiarygodnie. Zapominamy często, że biznes to nie jest odczłowieczony byt- biznes to ludzie. Ludzie którzy różnią się typem osobowości, wrażliwością, zainteresowaniami, życiowym doświadczeniem. Warto zatem zadbać o to, by swoim wyglądem dodawać sobie pozytywnej energii, by dobrze się czuć we własnej skórze, by pokazać ludzką twarz- coś co może nas wyróżnić i ułatwić nawiązanie relacji z właściwymi osobami. Normą ubioru do której zdecydowana większość świadomie się odwołuje jest zbiór zasad dress code.
W zależności od indywidualnych potrzeb mogą stanowić one bufor bezpieczeństwa (wiem jak mam wyglądać, żeby pasować, żeby się nie wyróżniać za bardzo), jednak sztywne trzymanie się tych zasad utrudnia pokazanie swojego stylu (jeśli go mamy, bo to nie jest oczywiste). W procesie budowania marki osobistej, po odkryciu i nazwaniu swojego życiowego credo można naturalnie dojść do określenia swojego stylu, czyli smaku jaki chcemy zaserwować, wydobyć ze składników, a nie podaniu tego co akurat było w sklepie, co wpadło nam do koszyka. Chodzi o przekazanie swoim ubiorem nie tylko tego, że reprezentujemy wszystkie pożądane cechy wymieniane wyżej, ale też to, że jesteśmy interesujący, wyjątkowi- jesteśmy sobą i dobrze nam z tym. Nie chodzi oczywiście o złamanie wszystkich zasad i chodzenie na negocjacje biznesowe w dresie, ale o umiejętne ich poluzowanie tak by one nie ujednolicały, a dawały możliwość bycia sobą. Jak powiedziała Coco Chanel: ,,moda przemija, styl pozostaje”.

Jest coraz więcej analiz i badań dotyczących wpływu sztywnych ram dress code na pracowników. W jednym z badań w Anglii, gdzie przebadano sporą grupę osób (2000 pracujących na etacie i których obowiązywały sztywne zasady dress code) aż 61% stwierdziło, że dress code nie ma pozytywnego wpływu na ich produktywność, a 45% uznało, że byliby bardziej produktywni gdyby mogli wyglądać tak jak chcą.

Czy warto sztywno trzymać się określonych zasad dress code? Moim zdaniem nie i zachęcam Was do tego, by je umiejętnie łamać. Warunek podstawowy to oczywiście szacunek do miejsca i sytuacji, w której się znajdujemy. Uważam, że niektóre z tych zasad są archaiczne i niczemu nie służą, szczególnie w przypadku kobiet, np. kobieta do pracy nie powinna nosić pierścionka zaręczynowego ponieważ jest zazwyczaj z kamieniem szlachetnym, bez względu na pogodę powinna mieć zawsze rajstopy i buty z zakrytymi noskami, nie wolno nosić lakierowanej torebki ani butów, spodnie na kant nie mogą być noszone w stroju codziennym, zakaz koronek, połyskujących materiałów. Damskie stylizacje potrafią być fantastyczne i jednocześnie niespójne z zasadami dress code. Chciałabym jako przykład podać Pierwszą Damę USA, Melanię Trump, która jest w mojej ocenie fantastycznie stylizowana, a przecież obowiązują ją zasady protokołu dyplomatycznego. Doskonale je łamie. Można ją zobaczyć w skórzanych spódnicach, różowych kreacjach, wysokich szpilkach w panterkę- w wielu elementach co najmniej nierekomendowanych. Mój ulubiony przykład to sytuacja przyjmowania przez amerykańską parę prezydencką władz Japonii, gdzie Pierwsza Dama założyła brokatowe, złote, wysokie szpilki do białej sukienki. To właśnie mam na myśli: kobieco, elegancko, z tzw. pazurem. Mogłaby mieć na sobie poprawną garsonkę i stonowane buty na obcasie nie wyższym niż 7 cm, upięte w kok włosy (bo ma dłuższe niż do ramion), żakiet- mogłaby, ale po co? Niech kobiety nie boją się kobiecości, szczególnie w biznesie (dodatki, kolory, łączenie stylów- osobowość) Nie przebierajmy się za mężczyzn proszę.

Niech tzw. normy się rozluźnią, niech zostanie szacunek do innych i miejsca, ale ze swobodą wyrażania siebie. Ubierajmy się, a nie przebierajmy (to działa w obie strony: wciśnięci w beznamiętny garnitur też możemy być przebrani). Nie chodzi oczywiście o popadanie ze skrajności w skrajność, ale o elegancję ze smakiem, a nie z szablonu. Znowu posłużę się cytatem mądrzejszych ode mnie: ,,Chcę, żeby wszyscy nosili to, na co mają ochotę i łączyli style wedle własnego uznania. Dla mnie to właśnie stanowi istotę nowoczesności”- Karl Lagerfeld. Drogie Panie pamiętajcie o zasadach budowania swojego w stylu w ramach Personal Code:

Jak Cię widzą tak Cię piszą.

  • Ubrania mają moc: lepiej z nich czerpać energię niż im ją oddawać.
  • Im lepiej wyglądamy tym lepiej się czujemy- im lepiej się czujemy tym lepiej wyglądamy.
  • Informacja o nas musi być spójna i czytelna.
  • Kobiecość to zaleta, a nie wada w biznesie.

Agnieszka Plencer

www.agnieszkaplencler.pl

Źródło badania: http://www.bbc.com/capital/story/20170816-why-do-workplace-dress-codes-persist)

Zdecydowana większość właścicieli swojego biznesu uważa, że wie o nim dużo lub bardzo dużo. Zapewne mają powody by tak uważać. Podobnie jak z naszym zdrowiem: znamy nasze ciało jak nikt inny na świecie…czyżby? Warto korzystać z obiektywnych badań marketingowych lub lekarskich, dzięki którym słyszymy a nie tylko słuchamy, widzimy a nie tylko patrzymy.

Każdy biznes buduje swoją markę (zaznaczam, że logo to nie marka). Pytanie czy dobrze ją definiujemy, rozumiemy, czy w dobrym kierunku idziemy i czy wiemy co myślą o niej nasi klienci, konkurencja?

Warto stawiać diagnozę, monitorować postęp i wyciągać wnioski z porażek – warto badać.

1. Obiektywność
Dobrze dobrane i zrealizowane badania marketingowe dostarczą obiektywnych informacji o tym jak wygląda nasza marka oczami zewnętrznymi. To zawsze powinien być argument do dyskusji wewnątrz organizacji (chociaż nie zawsze wygodny), ale potrzebny by zdrowo się rozwijać. Poza tym pracując wewnątrz organizacji ciężko nam wyjść poza schematy, posiadaną wiedzę, myślenie życzeniowe. Często patrzymy, ale nie widzimy tego co dla kogoś z zewnątrz będzie oczywiste.

2. Miara sukcesu
Systematyczne badania pokazują nam zmiany w czasie. Analizując wyniki w szerszym kontekście możemy zobaczyć co działa, a co należy poprawić. Są też wkładem do prognozowania tego co może się wydarzyć.

3. Minimalizacja ryzyka
Przed podjęciem decyzji związanych z produktem/ usługą warto zderzyć nasz pomysł z rynkiem. Celem badań nie jest dostarczenie magicznej recepty na sukces (decyzję i tak musimy podjąć sami widząc szerszy kontekst), ale minimalizacja złych decyzji, zawężenie wyboru do dwóch najlepszych opcji, wytyczne do poprawy tego co nie zdało egzaminu- to czasami bezcenne.

4. Oszczędność czasu i pieniędzy
Nie każde badanie jest drogie, nie każde musi mieć dużą próbę i nie każde musi długo trwać. Z właściwą informacją zwrotną z badań wiemy czego możemy się spodziewać i minimalizujemy ryzyko porażki. Mamy szansę dostrzeżenia czegoś wcześniej niż odrobiona lekcja na żywym organizmie.

5. Budowanie wiedzy
Każdy projekt badawczy to dla organizacji spora dawka wiedzy, którą warto gromadzić i z projektu na projekt wyciągać wnioski. Wiedza o rynku i klientach to najcenniejszy zasób (zaraz po wartościowych  pracownikach).

Oczywiście jak w każdym obszarze życia, w badaniach marketingowych również warto stawiać na jakość. Jakość to przede wszystkim: właściwie dobrane badania do problemu badawczego i rzetelna realizacja.

Badania jeszcze często utożsamiane są z ankietą papier- ołówek, jednak to wersja nieco już prymitywna i nie zawsze wystarczająca. Warto patrzeć szerzej, z ciekawością (a nie strachem przed wynikiem badania) by docierać do prawdziwych potrzeb i pragnień klienta, do prawdziwego wizerunku marki, do faktycznej oceny naszych mocnych i słabych stron na tle konkurencji. Zatem warto wyjść poza deklarację osoby badanej (zdjąć powłokę z norm społecznych, mechanizmów obronnych, potrzeby budowania ego), obserwować w naturalnym środowisku (badania etnograficzne).

Warto wychodzić poza ekspercką wiedzę i patrzeć na świat oczami konsumenta. Wracając do metafory z organizmem: trzeba się badać, bo organizm wysyła nam często sygnały, ale my ich nie słyszymy i nie rozumiemy. Jak boli to zazwyczaj już jest za późno. Kolejna oczywista nieoczywistość.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,co-wiesz-o-swojej-marce-produkcie-usludze-konkurencji,wia5-3-248.html

Personal Code.  Jak budować lepszą jakość wokół siebie i skuteczniej działać w biznesie?

Mamy wpływ na to jaki zestaw informacji będziemy wysyłać do świata zewnętrznego – nasz kod osobisty (personal code). To kompleksowe spojrzenie odwołujące się do naszej multisensoryczności w dynamicznie zmieniających się świecie. Wiemy już z licznych badań jak ogromną rolę odgrywają emocje oraz procesy nieświadome, intuicja. Emocje
i wiarygodność to klucz, a drogą do wywoływania i odczuwania emocji są nasze zmysły. Kod osobisty zakłada równoległe komunikowanie go w świecie realnym i wirtualnym (spójność i efektywność
).

  

Za nami pierwsze spotkanie dotyczące holistycznego budowania marki osobistej, które odbyło się 3 sierpnia przy Mysiej 3 w Warszawie. Spotkanie otworzyła psycholog
i marketer Agnieszka Plencler, która zaprezentowała założenia Personal Code.

Pani Agnieszko, co to jest i co oznacza Personal Code?  

AP: Personal Code to holistyczne spojrzenie na proces budowania marki osobistej, który gwarantuje spójność i wiarygodność. Celem jest osiąganie wyznaczonych celów
i czerpanie więcej radości z życia. W świecie nadmiaru informacji i szumu komunikacyjnego chodzi o wysyłanie swojego unikalnego kodu (wartości, aspiracje), który jest łatwy do odczytania i skuteczny. To kompleksowe spojrzenie odwołujące się do naszej multisensoryczności w dynamicznie zmieniających się świecie. Personal Code to także wykorzystywanie możliwych kanałów komunikacji: realnych i wirtualnych, ponieważ mamy większy wpływ na rzeczywistość niż czasami nam się to wydaje. To 4 etapowy proces: od autorefleksji i definicji życiowego credo, analizy naszych mocnych i słabszych stron, wypracowanie naszego stylu oraz strategia budowania naszej szerokiej obecności
w sieci.

IW: Do kogo adresowany jest Personal Code?

AP: Dedykowany jest dla osób, które cenią sobie jakość w życiu i nie jest im obojętne.
Jak żyją? Jak się czują? Jak pracują i dlaczego tak pracują? A nawet to jak wyglądają? 
Czyli wielowymiarowa i szeroko rozumiana jakość. Jakość relacji jakie mamy, ludzi jakimi się otaczamy. Tym czynnikiem porządkującym jest właśnie etap znalezienia odpowiedzi na pytania. Dlaczego żyje tak jak żyje? Czy robię to co robię? Bo jak sobie uświadomimy tą naszą wartość nadrzędną i ją wdrożymy, to naturalnie pewne rzeczy się porządkują. Zauważamy także, że odpowiedni ludzie zaczynają nam pasować. A z kolei uświadamiamy sobie, że z innymi nam nie po drodze chociażby ze względu na różnice wartości czy potrzeb, czy sposób patrzenia na świat. Tak naprawdę istotne jest też to, że Personal Code na tym poziomie budowania marki osobistej dotyczy tez osób, które już maja pewne doświadczenie i wiedzę, są na pewnym etapie zawodowym.

Elementem Personal Code jest wygląd, tak zwana wisienka na torcie w tym całym procesie. Każdy i na poszczególnym etapie życia powinien na to zwrócić szczególną uwagę. żeby lepiej się czuć samemu ze sobą, lepiej się prezentować i mieć większą frajdę
z codzienności. No ale budowanie marki osobistej, czyli pokazywanie swojej eksperckości, musi zawierać ten odpowiedni czynnik, czyli już tym ekspertem czy też specjalistą w danej dziedzinie powinniśmy być. Tym, też różni się to od kreowania wizerunku czy kreowania marek dlatego, że personal code bazuje na budowaniu tego co mamy, na jak najlepszym wydobyciu tej naszej wizji pokazania go a nie sztucznym przerabianiu kogoś czy wkładaniu do szuflady, w której się on nie widzi czy to nie jest coś w stylu żebyś skutecznie działał w biznesie, musisz być ubrany tak i tak, musisz się uśmiechać wtedy
i wtedy, musisz się interesować tym i tym, i oczywiście dobrze by było, żebyś potrafił wymienić to i to.

IW: Czy Personal Code adresowany jest głównie do kobiet czy też do mężczyzn?  

AP: Personal Code jest adresowany do wszystkich, bez względu na płeć, zarówno do kobiet jak i mężczyzn. Tą wartością scalającą jest jakość. Nie jest to też żaden ruch czy platforma feministyczna wręcz przeciwnie. Mogą pojawiać się spotkania profilowane, ale tylko ze względu na tematykę. Są pewne tematy związane jedynie z kobiecymi elementami funkcjonowania, które dla mężczyzn mogą być mniej atrakcyjne i odwrotnie. Natomiast zdecydowanie są one i dla kobiet, i dla mężczyzn.

IW: Co zyskujemy uczestnicząc w spotkaniach, dotyczących Personal Code – budowania marki osobistej?

AP: Widzę dwa nadrzędne cele wypracowywania i komunikowania kodu osobistego:

  1. czerpanie większej satysfakcji z życia (odnajdujemy/ nazywamy nasza główną motywację życiową i maksymalizujemy kierowanie się nią zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym; nie rozdrabniamy się i łatwiej budujemy hierarchię ważności naszych działań)
  2. efektywność biznesowa naszych działań (potrafimy pokazać naszą wartość
    i wyróżnić się na rynku- budujemy swoją markę osobistą: zwiększamy widoczność
    i zasięg naszych działań)

To nie jest tylko idea dla rozwoju osobistego, ale przede wszystkim ten rozwój osobisty ma nam przynieść wymierne korzyści biznesowe i realizacje celów oraz marzeń, jakie sobie wyznaczamy.

 prezentacja

Wkrótce kolejne spotkanie, które odbędzie się 7 września 2018 r., w studio Art& Passion
w Warszawie, https://studioartpassion.pl/ o szczegółach będziemy informowali na naszej stronie.

Autorką zdjęć jest Ewa Rykowska, uchwycone.com

Zdecydowana większość przedsiębiorców na pytanie czy wiedzą co i po co sprzedają (produkt, usługa) odpowiadają: ,,tak oczywiście” lub ,,co za banalne pytanie” albo nawet ,,co za głupie pytanie”. Kiedy proszę o odpowiedź mówią: reklamy, samochody, wodę, ubezpieczenia itp. Czy to dobre odpowiedzi? Uważam, że nie i drzwi do dyskusji otwierają się.

W Polsce nadal jest mało przykładów firm, które wchodzą na wyższy poziom komunikacji z klientami i ze światem. Zdecydowana większość uparcie trzyma się racjonalnego poziomu komunikacji, a dziwi to tym bardziej: przecież na ,,marketingu” zna się każdy. Dochodzimy do sedna sprawy: wdrożenie, a nie teoretyzowanie. Na poziomie teoretycznym każdy to oczywiście wie lub słyszał, ale nie każdy wie jak to wdrożyć.

Podobnie jest z tzw złotymi myślami/cytatami znanych osób: pojawia się kpina, ironia pod postami w social mediach z treścią tego typu, jednak w momencie próby przeniesienia ich do rzeczywistości, wdrożenia w codzienność banał przestaje być banałem- staje się wyzwaniem. Podobnie z wypracowaniem wizji/misji firmy, nadrzędnej wartości, dla której firma istnieje i działa.

Większość misję ma zapisaną w prezentacji pp (agencja coś napisała), może nawet wisi na ścianie w złotej ramie w gabinecie prezesa i na tym się kończy. Nie ma przełożenia na punkty styku z klientem, pracownicy nawet nie wiedzą, że mają misję. Komunikacja firmy jest taka jak wszystkie w danej kategorii, jedyna różnica to zdjęcia z bazy i czcionka.

Oczywiście można się na tym etapie zatrzymać, dobry produkt będzie się sprzedawać, ale nigdy nie przekroczy pewnego progu rozwoju i nie będzie niczym więcej niż produktem. Mamy być doświadczeniem pachnącym emocjami, a nie cieczą w plastikowej butelce, papierkiem podpisanym o nazwie ubezpieczenie, kolorową cieczą służącą do mycia ciała. Jeśli woda jest tylko wodą klient stojący przed półką weźmie tą najtańszą (jeśli ma czas i energię na analizę ceny) lub tą która akurat będzie pod ręką. To za mało. Chcemy przecież by wybierał nas, by do nas wracał i by polecał nas innym.

Zatem dobry produkt to tylko/aż solidna podstawa budowania marki i wizerunku, a skoro każdy na marketingu się zna to nie będę mówić jak wizerunek jest to ważny. Nie wspomnę o diagnozie i monitoringu wizerunku, czyli o właściwych badaniach marketingowych.

Stawiam zatem pytania otwarte, na które odpowiecie sobie sami:
1. Jaka jest misja Twojej firmy?
2. Dlaczego robisz to co robicie? Jaką wartość wnosisz do życia ludzi?
3. Czy i jak komunikujesz nadrzędną wartość?
4. Jak misja przekłada się na doświadczenie klienta na poszczególnych punktach styku?
5. Czy Twoi pracownicy znają misję?

Wyróżniającym przykładem polskiej marki, który często podaję jest Dr Irena Eris (dawanie kobietom
siły i pewności siebie płynącej z piękna i młodego wyglądu).

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,czy-wiesz-co-sprzedajesz,wia5-3-233.html

Doświadczenie klienta/punkty styku z klientem (customer experience) i wizerunek marki to terminy, o których od dawna dużo się pisze i mówi. Firmy zastanawiają się jak je budować, by klient był zadowolony, by do nas wracał po więcej i by finalnie stał się lojalnym klientem. W idealnej i docelowej sytuacji serce (w pierwszej kolejności) i rozum mówią mu, że ma wybrać właśnie naszą firmę – no właśnie – naszą firmę czy nas?

Pisałam wcześniej wielokrotnie, że firmy to ludzie- biznes to ludzie. Warto zatem szerzej spojrzeć na tę wartość: kim jesteśmy, jakie osoby wokół siebie mamy w organizacji.

Gdzie marka osobista może nam pomóc?
Lepsze doświadczenie klienta – większa elastyczność i ludzka twarz. Pierwszym istotnym obszarem jest proces budowania doświadczenia klienta- momenty interakcji z przedstawicielami naszej firmy. Oczywiście na tym poziomie to nie jest nic odkrywczego, bo właściciele biznesu wiedzą jak dużą rolę w kontakcie z klientem odgrywają relacje międzyludzkie. Jednak sama świadomość tego faktu to za mało. Jeśli chcemy iść do przodu i osiągać wyznaczone cele biznesowe musimy stale się rozwijać i wychodzić naprzeciw naszym aktualnym i potencjalnym klientom. Marki osobiste mogą nam w tym pomóc pamiętając, że marka osobista to nie każdy pracownik, to osoba, która utożsamia się z wartościami firmy, która wie dlaczego i po co robi to co robi, która jest kompetentna i z naszą pomocą potrafi pokazać siebie i wspólne wartości szerzej. To wiarygodna osoba w wiarygodnym miejscu.

Tutaj często pojawiają się obawy, że inwestycja w budowanie marki personalnej pracowników to duże ryzyko: bo ktoś da im lepszą propozycję współpracy na rynku, bo będą chcieli więcej zarabiać. Może tak się zdarzyć jednak takie ryzyko jest zawsze, a dbanie o indywidualny wizerunek pracownika to jedno z najskuteczniejszych narzędzi budowania wizerunku firmy- to naturalni ambasadorzy firmy, którzy na wyższym poziomie prowadzą relacje z klientami, mogą być bardziej elastyczni i wnosić unikalny czynnik wobec szablonowej komunikacji firmowej.

Mocniejsza kultura organizacyjna – wspólne wartości łączą.

Osoby budujące swoją markę osobistą lepiej rozumieją swoją rolę w organizacji, utożsamiają się z nią nie tylko w godzinach pracy, ale także poza nią. Firma dla nich to nie tylko zadania do wykonania, ale zdecydowanie coś więcej- wspólne wartości, cele i emocje. Jeśli właściciel biznesu ma duże obawy to może jest to istotny sygnał w temacie stabilności fundamentów kultury organizacyjnej. Przy nieograniczonym dostępie do możliwości i informacji (jedyne ograniczenia to my sami lub nasz możliwy brak kompetencji) próba chowania naszych najcenniejszych zasobów to błąd. Lepiej się zastanowić co scala marki osobiste z nami, co powoduje, że chcą z nami rozwijać siebie, firmę/ biznes.

Większy wpływ i zasięg w social mediach – w grupie siła.
To na co chcę zwrócić szczególną uwagę to wsparcie marki korporacyjnej przez marki osobiste w mediach społecznościowych. Bezosobowy przekaz z logo to nie to samo co informacja od osoby ,,z krwi i kości”, szczególnie w kontekście firm z sektora MŚP, a nie globalnych korporacji z jasnym i utrwalonym wizerunkiem, przewidywalnym i powtarzalnym doświadczeniem.

Budowanie marki pracodawcy – przyciągaj do siebie najlepszych.
Ważny obszar, w którym marki osobiste mogą mieć dużą siłę i skalę działania w sieci to wizerunek pracodawcy (employer branding) w skrócie przyciąganie do siebie nowych- właściwych pracowników. To w szczególności powinno być obszarem zainteresowania kadry zarządzającej i właścicieli biznesu. Jak pokazują obserwacje w Polsce nadal to słaby punkt, a właściciele firm (osoby zarządzające) chowają się w cieniu pociągając za odpowiednie sznurki. Bagatelizują swoją rolę i możliwości jakie dają social media w wielopłaszczyznowym rozwoju biznesu. Nie sztuka być – dobrze przygotowana obecność w sieci daje wymierne korzyści.

Autor książki ,,Przywództwo w erze cyfrowej” P. Korzyński podkreśla między innymi, że bardzo istotne, aby cele indywidualne liderów wspierały realizację celów wyznaczonych na poziomie organizacji. Plan działania lidera na internetowych portalach społecznościowych powinien być spójny z planem aktywności w świecie realnym. Brak jasno sprecyzowanych oczekiwań, brak planu działania i późniejszego wdrożenia mogą przekładać się na nieefektywną aktywność angażującą czas lidera.

Podsumowując: budowanie marki osobistej jest ważne nie tylko dla kadry zarządzającej, ale
też dla kluczowych współpracowników. Żeby brać w pierwszej kolejności trzeba dać.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,czy-marki-osobiste-moga-wspierac-marki-korporacyjne,wia5-3-145.html

„Styl to sposób na zamanifestowanie tego, kim jesteś, bez konieczności mówienia”- Rachel Zoe. Mamy dla Was kilka cennych rad, by tak właśnie było.

Wizerunek biznesowy zobowiązuje do elegancji i dostosowania się do rangi danej sytuacji. Każdy z nas chce wyglądać odpowiedzialnie, pewnie siebie, wiarygodnie. Warunkiem budowania marki osobistej jest kompetencja w danej dziedzinie (inaczej byłoby to sztuczne kreowanie kogoś kim nie jesteśmy, a to ma zazwyczaj krótkie nogi), zatem poziom merytoryki mamy- mamy bazę.

Zapominamy często, że biznes to nie jest odczłowieczony byt – biznes to ludzie. Ludzie którzy różnią się typem osobowości, wrażliwością, zainteresowaniami, życiowym doświadczeniem. Warto zatem zadbać o to, by swoim wyglądem dodawać sobie pozytywnej energii, by dobrze się czuć we własnej skórze, by pokazać ludzką twarz- coś co może nas wyróżnić i ułatwić nawiązanie relacji z właściwymi osobami.

Normą ubioru do której zdecydowana większość świadomie się odwołuje jest zbiór zasad dress code. W zależności od indywidualnych potrzeb mogą stanowić one bufor bezpieczeństwa (wiem jak mam wyglądać, żeby pasować, żeby się nie wyróżniać za bardzo), jednak sztywne trzymanie się tych zasad utrudnia pokazanie swojego stylu (jeśli go mamy, bo to nie jest oczywiste). W procesie budowania marki osobistej, po odkryciu i nazwaniu swojego życiowego credo można naturalnie dojść do określenia swojego stylu, czyli smaku jaki chcemy zaserwować, wydobyć ze składników, a nie podaniu tego co akurat było w sklepie, co wpadło nam do koszyka. Chodzi o przekazanie swoim ubiorem nie tylko tego, że reprezentujemy wszystkie pożądane cechy wymieniane wyżej, ale też to, że jesteśmy interesujący, wyjątkowi. Nie chodzi oczywiście o złamanie wszystkich zasad i chodzenie na negocjacje biznesowe w dresie, ale o umiejętne ich poluzowanie tak by one nie ujednolicały, a dawały możliwość bycia sobą (element naszego kodu osobistego, o którym pisałam we wcześniejszych tekstach). Jak powiedziała Coco Chanel: ,,moda przemija, styl pozostaje”.

Przedsiębiorców powinny najbardziej interesować dwa poziomy dress code: business professional  (najwyższy w gradacji strój nieformalny) oraz casual smart, czyli sportowa elegancja. Czy jednak sztywno trzymać się określonych zasad? Moim zdaniem nie i zachęcam Was do tego, by je umiejętnie łamać.

Warunek podstawowy to oczywiście szacunek do miejsca i sytuacji, w której się znajdujemy. Uważam, że niektóre z tych zasad są archaiczne i niczemu nie służą, szczególnie w przypadku kobiet, np. kobieta do pracy nie powinna nosić pierścionka zaręczynowego ponieważ jest zazwyczaj z kamieniem szlachetnym, bez względu na pogodę powinna mieć zawsze rajstopy i buty z zakrytymi noskami, nie wolno nosić lakierowanej torebki ani butów, spodnie na kant nie mogą być noszone w stroju codziennym, zakaz koronek, połyskujących materiałów.

U Panów główna gama kolorystyczna to granat i szarości, brak połysku, brak kolorowych skarpet i butów (nie muszą być żółte, ale wiśniowe, oliwkowe potrafią wyglądać fantastycznie w odpowiednim zestawieniu). Jest wiele fantastycznych stylizacji męskich w stylu włoskim (np. bez skarpet, z kolorowymi butami) ciekawych i jednocześnie eleganckich.

Damskie stylizacje też potrafią być fantastyczne i jednocześnie niespójne z zasadami dress code. Chciałabym jako przykład podać Pierwszą Damę USA, Melanię Trump, która jest w mojej ocenie fantastycznie stylizowana, a przecież obowiązują ją zasady protokołu dyplomatycznego. Doskonale je łamie. Można ją zobaczyć w skórzanych spódnicach, różowych kreacjach, wysokich szpilkach – w wielu elementach co najmniej nierekomendowanych.

Mój ulubiony przykład to sytuacja przyjmowania przez amerykańską parę prezydencką władz Japonii, gdzie Pierwsza Dama założyła brokatowe, złote, wysokie szpilki do białej sukienki. To właśnie mam na myśli: kobieco, elegancko, z tzw. pazurem. Mogłaby mieć na sobie poprawną garsonkę i stonowane buty na obcasie nie wyższym niż 7 cm, mogłaby, ale po co? Niech kobiety nie boją się kobiecości w biznesie (dodatki, kolory, elegancko ułożone długie włosy) i nie przebierają się za mężczyzn proszę.
Niech tzw. normy się rozluźnią, niech zostanie szacunek do innych i miejsca, niech przyjdzie swoboda wyrażania siebie.

Ubierajmy się, a nie przebierajmy (to działa w obie strony: wciśnięci w beznamiętny garnitur też możemy być przebrani). Nie chodzi oczywiście o popadanie ze skrajności w skrajność, ale o elegancję ze smakiem, a nie z szablonu. Znowu posłużę się cytatem mądrzejszych ode mnie: ,,Chcę, żeby wszyscy nosili to, na co mają ochotę i łączyli style wedle własnego uznania. Dla mnie to właśnie stanowi istotę nowoczesności”- Karl Lagerfeld.

Przykłady:
Złote szpilki w zasadach protokołu dyplomatycznego? Ja jestem na tak, jeśli mogą być tak fantastycznie wkomponowane w całość stylizacji.

Garnitur w mocno kontrastujące pasy na spotkanie biznesowe? Tak, jeśli pasują do osobowości właściciela to dlaczego nie?

 

Żywe kolory w męskiej garderobie? Tak- dbanie o siebie i odwaga są bardzo męskie.

Połysk, złoty element? Tak, jest ciekawie i świeżo.

Fiolet, róż dla kobiety w biznesie? Tak! W odpowiednim wydaniu wcale nie jest infantylny, mało poważny. Wręcz przeciwnie – może być niezwykle kobiecy i piękny.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,stworz-swoj-styl-a-jezeli-juz-go-masz-pokaz-go-w-biznesie,wia5-3-124.html

Zapewne mało jest przedsiębiorców, którzy nie słyszeli o Facebook’u. Większość tam jest. Wachlarz obszarów i tematów możliwych do poruszenia jest tam jednak duży – zbyt duży. Jeśli chcemy działać merytorycznie i biznesowo to zdecydowanie polecam LinkedIn.

Dlaczego warto?
Ponieważ jest to największa na świecie sieć profesjonalistów, licząca w styczniu 2018 r. ponad 500 mln użytkowników. W Polsce ta platforma komunikacji dopiero się rozkręca, właściciele biznesów, prezesi największych spółek dopiero ją odkrywają. Jestem jednak pewna, że ta sytuacja szybko się zmieni – już się zmienia. Coraz więcej specjalistów zakłada swoje konta i profesjonalnie je przygotowuje.

REKLAMA

Pamiętajmy, że biznes tworzą ludzie. Ludzie tworzą firmy zatem osoby zawsze będą wzbudzały większe zaufanie i chęć interakcji niż logo firmy i anonimowy jej pracownik. W kontekście budowania marki osobistej przemyślana obecność na LinkedIn to warunek konieczny. Użytkownicy dbają o jakość budowanej tam kultury biznesowej, często pod publikacjami mało biznesowymi komentując: ,,To nie Facebook!”. Warto o tym pamiętać – każda platforma społecznościowa ma swoją specyfikę.

Warto zatem przygotować się do funkcjonowania na LinkedIn, by umiejętnie korzystać z możliwości biznesowych, do których dostęp jest na tzw. wyciągnięcie ręki. Jak w życiu: jeśli chcemy brać w pierwszej kolejności powinniśmy dawać: wiedzę, inspiracje, swój profesjonalizm.

Zawsze podkreślam, że marka osobista jest zbudowana, a nie sztucznie wykreowana zatem nasz profil powinien być jej odzwierciedleniem. Powinien pokazywać kim jesteśmy (co jest dla nas ważne, czym się kierujemy w życiu), co robimy i dlaczego to robimy (doświadczenie zawodowe, pasje), gdzie idziemy (nasza wizja, cel).

Kluczowe elementy profilu:

1. Zdjęcie – pokaż siebie.
Jest niezwykle istotną formą komunikacji z innymi ludźmi. W sieci pracuje dla nas całą dobę. Musi być profesjonalnie zrobione i ludzkie – o nas. Unikamy samobiczowania się w postaci zdjęć w stylu paszportowym, nieaktualnych – pamiętających dawne czasy, z wakacji, z kwaśną miną itp. Zdjęcie to my na chwilę zatrzymani. To nasza wizytówka, która albo nam pomoże albo zaszkodzi. Zdjęcia mają wielką moc zbliżania do siebie lub oddalania od siebie ludzi. Często tylko na tej podstawie ktoś może zdecydować czy przyjmie Wasze zaproszenie do kontaktu czy nie, czy wykona wysiłek, aby dowiedzieć się więcej czy od razu poczuje, że nie chce tego robić. Zdjęciem możemy otwierać pierwsze drzwi do nowego biznesu lub na zamknięte zakładać metalową kłódkę. Zdjęcie w tle również możemy wykorzystać do tego by wzmacniało nasz wizerunek – warto.

2. Nagłówek – zachęć do kontaktu z Tobą.
To miejsce na słowa klucze (branża, specjalizacja) i Twój wyróżnik. Czytając Twój nagłówek odbiorca powinien wiedzieć czym się zajmujesz, co Cię wyróżnia. To forma Twojego hasła reklamowego.

3. Podsumowanie – daj się poznać.
Miejsce na rozwinięcie informacji zawartych w nagłówku. Moim zdaniem to wraz ze zdjęciem najważniejszy punkt programu. To przestrzeń na lepsze przedstawienie się tak, by zachęcić kogoś do rozmowy z nami, a może nawet spotkania w świecie realnym a nie wirtualnym. Uważam, że skrajności nigdy nie są dobre. Myślenie, że LinkedIn to tylko sztywne i oficjalne relacje biznesowe jest błędne dlatego zachęcam do dodania na koniec opisu jakiejś informacji o nas w życiu prywatnym: coś co jest nam bliskie i ważne dla nas (pasja, rodzina, ceniony przez nas film czy też książka). Podsumowanie to nie opisowe CV. To coś więcej: tak jak wstęp do dobrej książki, a nie suchy spis treści. Ciekawym i wartościowym dodatkiem mogą być zamieszone w tej sekcji prezentacje, linki nawiązujące do ważnych elementów naszego opisu.

4. Doświadczenie zawodowe- pokaż swoje kompetencje.
Ścieżka naszej kariery pokazująca nasz rozwój. Warto poza firmą, stanowiskiem podać więcej informacji: zakres obowiązków, kompetencje, ważne projekty, sukcesy (jeśli możemy podać konkretne dane – wyniki, które wypracowaliśmy to warto to zrobić). Odbiorca ma wiedzieć co na danym etapie kariery wniosłeś/łaś do organizacji, co osiągnąłeś/łaś, czym się konkretnie zajmowałeś/łaś.

5. Umiejętności – pokaż co potrafisz.
Tutaj możemy sami zaznaczyć umiejętności jakie posiadamy, jakie nas wyróżniają. Idealnie jeśli inni je potwierdzają- taką możliwość ma każda osoba w naszej sieci kontaktów. Możemy też o to poprosić tak samo jak w punkcie Rekomendacje.

6. Rekomendacje – potwierdź swoją wiarygodność.
To klamra całego profilu i uwiarygodnienie wszystkich informacji podanych wcześniej. Po zdjęciu i podsumowaniu trzeci najbardziej istotny element całej układanki. Nasi współpracownicy/ klienci mogą sami napisać nam rekomendacje, ale też możemy ich o to poprosić (jest taka opcja bezpośrednio na tej platformie komunikacji) – zachęcam do tego. Nie chodzi jednak o ich ilość, a o jakość: najlepiej od najważniejszych osób dla nas i na temat najważniejszych doświadczeń biznesowych.

7. Osiągnięcia – pochwal się.
Jeśli mamy ukończone istotne szkolenia, kursy, certyfikaty to tutaj możemy je wymienić i uzupełnić tym samym punkt Doświadczenia zawodowego. Profesjonalnie przygotowany profil jest pierwszym krokiem do budowania relacji biznesowych i poszerzania sieci swoich kontaktów na LinkedIn. Znaczenie później ma również nasza aktywność: częstotliwość, rodzaj i jakość naszych publikacji, ale od czegoś trzeba zacząć. Warto!

W procesie zakładania swojego profilu warto zajrzeć na stronę centrum pomocy LinkedIn.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,linkedin-to-nie-tylko-rekrutacja-to-drzwi-do-sukcesu-w-biznesie,wia5-3-114.html

Budując swoją markę osobistą nie wystarczy być w social mediach. Trzeba działać! Z głową i sercem szczególnie – na LinkedIn (business). Na Facebook’u również, ale ta platforma jest bardziej tolerancyjna i mniej merytoryczna (lifestyle).

Nadal wiele osób nawet ze szczebla zarządzającego bagatelizuje aktywne działania w social mediach: bo nie ma czasu, bo to nie dla mnie, bo nie chcę się dzielić życiem prywatnym i wiele innych ,,bo”. Jednak często powodem jest niepewność, brak przygotowania i strach przed oceną.

Reguła 90-9-1 Jacobsa Nielsena dotycząca społecznej nierównomierności pokazuje, że zdecydowana większość, bo aż ok. 90 % osób funkcjonujących w sieciach społecznościowych jest bierna, głównie czyta posty innych – tzw. tajniaki: nie skomentują, nie napiszą, a wszystko wiedzą. Druga grupa ok 9%
(editors) to osoby które sporadycznie wykażą się aktywnością, dołączą się do dyskusji, ale sami jej raczej nie wywołają. Tylko ok 1% osób (creators) generuje nowe treści, wnoszą życie i zamęt do portali społecznościowych. Do której z grup należysz Ty?

1. Bądź najlepszą wersją siebie (,,siebie” – słowo klucz).
Każdy z nas chce jak najlepiej wypaść w oczach istotnych dla nas osób, to naturalne. Tym bardziej w social mediach chcemy stworzyć i pokazać najlepszą wersję siebie. Ważne jednak, aby to nadal była najlepsza wersja nas a nie kogoś wymyślonego. Ma to szczególne znaczenie w kontekście budowania marki osobistej, która powinna być wiarygodna i spójna. Zatem nasza postawa w życiu realnym i wirtualnym musi być taka sama- jeden wymiar przenika drugi i odwrotnie. Jeśli będzie inaczej prędzej czy później coś pęknie: albo zrobimy gafę pod wpływem emocji, albo odechce nam się w życiu social mediów uczestniczyć, albo za bardzo nas wciągnął i będą formą sztucznej ucieczki z realności do wyobrażeń i kreacji.

2. Myśl, ale nie za dużo.
Warto przemyśleć kwestię tematów i obszarów, w których chcemy się poruszać. Łatwiej nam będzie jeśli opracujemy zagadnienia w poszczególnych kwestiach:
a. kategoria w której prowadzimy biznes – trendy, najważniejsze tematy, nowości,
b. nasz produkt/ usługa- jak na tle kategorii wypadamy, co wnosimy, czym się wyróżniamy,
c. kultura organizacyjna/ wartości: czym się kierujemy w zarządzaniu, co istotnego dzieje się w
naszej firmie,
d. zainteresowania: co ciekawego mogę wnieść spoza bizensu jaki prowadzę, inspiracje,
ciekawostki,
e. czas wolny: co takiego robię poza pracą co wzbogaca, rozwija, wnosi równowagę,
f. wydarzenia: co się dzieje w branży na co warto zwrócić uwagę, relacje z wydarzeń.

Po wypisaniu sobie kluczowych zagadnień, ułożeniu w logiczną całość i upewnieniu się, że jest to spójne czas publikować- nie myśleć tylko pisać tak jak się czuje. Nie zawsze musisz być śmiertelnie poważny. Takie posty są zawsze prawdziwe i mocne. Piszmy sami- nie agencja marketingowa.

3. Żeby brać trzeba dać.
Zasięg sam się nie zbuduje – Ty go zbudujesz, jeśli będziesz systematycznie i mądrze pisał/ła. W pierwszym okresie budowania swojej pozycji trzeba publikować i nie zniechęcać się. Po przekroczeniu pewnego poziomu krytycznego kula śnieżna zacznie się toczyć. Komentuj to co ciekawe u innych, udostępniaj ze swoim komentarzem, polecaj.

4. Zapraszaj, nie zawsze czekaj aż Cię zaproszą.
Żeby zwiększać grono osób do których nasze publikacje dotrą warto zapraszać do grona znajomych
osoby, które wnoszą naszym zdaniem wartość, ciekawią nas. ,,bo nie wypada”, ,,bo głupio jak nas odrzuci”…kolejne ,,bo”. Bo jak nie spróbujesz to się nie przekonasz. Koniec.

5. Nie musisz się zgadzać.
W sieci jak i w życiu realnym ścieramy się z innymi opiniami, dyskutujemy. Warto zadawać trudne pytania, dociekać, a nawet podważać jeśli czujemy się pewni w swojej ocenie. Budowanie sieci nie polega na spijaniu sobie z dzióbków, tylko na budowaniu wartości dyskusji i efektu końcowego.

Podsumowując ,,Daj odbiorcom jakość. To najlepszy rodzaj reklamy” – Milton Hershey.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

Nie oczekuj od innych domyślania się jaki jesteś i o co Ci w życiu chodzi. Wykorzystaj do tego możliwe kanały i narzędzia komunikacji: realne i wirtualne. Zbuduj swój łatwy do odczytania i skuteczny kod osobisty (wartości, aspiracje), by efektywniej osiągać wyznaczone cele i czerpać więcej radości z życia.

Każdy z nas ma swój kod od urodzenia – DNA. To cechy, które dziedziczymy i które są bazą naszego przyszłego życia. W toku rozwoju nasze odziedziczone predyspozycje są dalej kształtowane, charakter się wyrabia, zdobywamy kolejne doświadczenia i poznajemy siebie. Od nas zależy kim jesteśmy, jak żyjemy i dokąd zmierzamy. Mamy większy wpływ na rzeczywistość niż czasami nam się to wydaje.

Pytanie – czy wyciskamy z życia i możliwości ile się da? Czy możemy czuć się lepiej i robić coś lepiej dla siebie i innych?

Widzę dwa nadrzędne cele wypracowywania i komunikowania kodu osobistego:
1. czerpanie większej satysfakcji z życia (odnajdujemy/ nazywamy nasza główną motywację życiową i maksymalizujemy kierowanie się nią zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym; nie rozdrabniamy się i łatwiej budujemy hierarchię ważności naszych działań)
2. efektywność biznesowa naszych działań (potrafimy pokazać naszą wartość i wyróżnić się na rynku- budujemy swoją markę osobistą: zwiększamy widoczność i zasięg naszych działań) Kod osobisty zakłada równoległe komunikowanie go w świecie realnym i wirtualnym (spójność i
efektywność).

Mamy wpływ na to jaki zestaw informacji będziemy wysyłać do świata zewnętrznego – nasz kodosobisty (personal code). To kompleksowe spojrzenie odwołujące się do naszej multisensoryczności w dynamicznie zmieniających się świecie. Wiemy już z licznych badań jak ogromną rolę odgrywają emocje oraz procesy nieświadome, intuicja. Emocje i wiarygodność to klucz, a drogą do wywoływania i odczuwania emocji są nasze zmysły. Mamy 5 głównych zmysłów: wzrok, słuch, węch, dotyk i smak. Do trzech pierwszych chciałabym się odwołać. Zacznę od perspektywy naszego odbiorcy i od tego co w pierwszej kolejności ma znaczenie w świecie realnym. Jednak proces budowy kodu osobistego zaczyna się odwrotną kolejnością – od pracy nad ,,jakościowym” JA, a nie nad pokazaniem ,,jakiegoś” JA.

Wzrok- obraz:
,,Jak Cię widzą tak Cię piszą”- to jak wyglądamy często determinuje odbiór naszej osoby, a już na pewno kształtuje pierwsze wrażanie. Nie jest to chłodna analiza racjonalna tylko szybka podświadoma decyzja i sygnał z naszego mózgu: ktoś jest ok lub nie. Oczywiście na późniejszym etapie interakcji (jeśli w ogóle do nich dojdzie) możemy to zmieniać, ale dużym wysiłkiem i nigdy nie uzyskamy efektu wow.

Poruszając się w świecie biznesu mamy narzucone pewne reguły ubioru – dress code. Doceniam wartość tych zasad – szczególnie tą nadrzędną – mówiącą o tym, że należy zawsze strojem dostosować się do miejsca i sytuacji (brak wulgarności, prowokacji). Jednak moim zdaniem dress code w wielu punktach jest wręcz archaiczny i można, a nawet trzeba go otworzyć na nowe. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje spojrzenie na świat i nie każdy musi wyglądać tak samo, poruszać się w tych samych sztywnych ramach.

Mężczyźni poza super oficjalnymi okazjami nie muszą mieć szafy w kolorach szarości, granatu i czerni, a kobiety nie muszą przebierać się za mężczyzn, aby budować swoja pozycję w męskim gronie. Chcę, abyśmy w pierwszej kolejności kierowali się swoim kodem potrzeb i wrażliwości, a nie narzuconymi normami. Biznes może mieć bardziej kolorowe i zindywidualizowane oblicze.

Patrząc na człowieka holistycznie, pracując nad budowaniem marki osobistej naturalną kontynuacją odkrycia/nazwania swojej największej motywacji życiowej jest przełożenie jej na styl jaki chcemy mieć, jaki czujemy, jaki dodaje nam energii. W każdym z nas drzemie pokusa bycia sobą zawsze, ale nie każdy ma odwagę otworzenia tych drzwi. Spotkałam już wiele kobiet, które oczami wyobraźni widzą się zupełnie inaczej, ale nie mają odwagi przełożyć tego na swoją codzienność.
Dlaczego? Bo jakoś się krępują, bo się wstydzą. Mężczyźni również lubią dobrze wyglądać, co więcej chcieliby dobrze wyglądać, ale też częściej w świecie wyobraźni. Skończmy z tym, doceniajmy fakt, że ktoś chce dobrze wyglądać i dobrze się czuć – nie ściągajmy go w dół sugerując, że nie skupia się na merytoryce lub ma duże ego. Skupmy się na tym co czujemy – ubrania mają moc i są ważne.

Pamiętajmy, że wzrok innych ludzi widzi nie tylko nasz wygląd w sensie dosłownym (fryzura, ubranie), ale też naszą postawę ciała, akcesoria, nasze prezentacje biznesowe, wizytówki. Wszystko co jest nasze. Pytanie czy dajemy się zobaczyć już na poziomie tzw. zerowego momentu prawdy w sieci? Zdjęcie, wyszukiwarki, obecność w social mediach.

Słuch – treść
W drugim etapie interakcji ważne jest to co mamy do powiedzenia. To test wiarygodności. Mam świadomość istnienia tzw. efektu anielskiego, ale uważam, że nasza warstwa zewnętrzna – ubiór może być naszym przyjacielem lub wrogiem. Przyjacielem, jeśli dobrze wyglądamy i jeśli idzie za tym jakość tego co mówimy i robimy (mówiąc brutalnie: opakowanie i produkt). Jeśli chcemy wyglądać super, ale przebierzemy się za kogoś kim nie jesteśmy to upadek w oczach innych jest tym większy.

Jeśli nie jesteś typem sportowca to nie wciągaj na siłę brzucha, nie opowiadaj o tym ile czasu spędzasz na siłowni i jak bardzo jesteś fit. Prędzej czy później spodnie strzelą w pasie, a ręka sięgnie po talerz z pączkami na spotkaniu. Musi być granica pomiędzy aspiracją a tu i teraz. To co mamy do powiedzenia, jak to mówimy jest bardzo istotne. Nie tylko treść, ale i forma. Czy nasze prezentacje biznesowe są na temat, czy są czytelne, czy są estetyczne i czy mają właściwą narrację (story telling). Czy poza słuchaniem dajemy komuś szansę na usłyszenie tego co chcemy przekazać?

Węch – zapach (tzw. wisienka na torcie)
W kontekście budowania marek osobistych raczej pomijany kanał komunikacji, za to w marketingu sensorycznym mocno eksplorowany. Sklepy mają swoje unikalne kombinacje zapachów, żebyśmy lepiej zapamiętali dane doświadczenie albo, żeby nasza wyobraźnia uruchomiła konkretne skojarzenia. Zapach to sygnał, który wysyłamy i odbieramy tak czy inaczej. Istnieją feromony, ale mamy przecież możliwość podkreślenia siebie wybraną nutą zapachową- magia. Czy przywiązujemy do tego wagę?

Podsumowanie:
Mówiąc branżowym żargonem: chcę szerzej patrzeć na osobę w świecie social sellingu, w którym ważny jest branding (personal branding), story telling i dress code. Chcę spuścić powietrze z nadmuchanego balonu o nazwie ,,biznes”. Przecież tyle się mówi o tym, że biznes tworzą ludzie. Bądźmy najlepszymi wersjami siebie (świadomi mocnych stron, akceptującymi swoje słabości, mającymi odwagę być i wyglądać tak jak chcemy), a jakość biznesu też będzie lepsza.

Chodzi o pracę nad efektywnością w świecie realnym i wirtualnym (strategię działań w sieci traktuję jako narzędzie do pokazywania naszego kodu osobistego, a nie kreowania kogoś kto w świecie realnym nie istnieje).

P.S. Wszystkie elementy kodu osobistego analizowane osobno mogą wydawać się oczywiste, jednak skomponowanie z nich spójnej i wyjątkowej całości wcale takie nie musi być. Zachęcam Was bardzo do tego.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,twoj-kod-osobisty-personal-code-w-biznesie-i-nie-tylko,wia5-3-101.html