Nie oczekuj od innych domyślania się jaki jesteś i o co Ci w życiu chodzi. Wykorzystaj do tego możliwe kanały i narzędzia komunikacji: realne i wirtualne. Zbuduj swój łatwy do odczytania i skuteczny kod osobisty (wartości, aspiracje), by efektywniej osiągać wyznaczone cele i czerpać więcej radości z życia.

Każdy z nas ma swój kod od urodzenia – DNA. To cechy, które dziedziczymy i które są bazą naszego przyszłego życia. W toku rozwoju nasze odziedziczone predyspozycje są dalej kształtowane, charakter się wyrabia, zdobywamy kolejne doświadczenia i poznajemy siebie. Od nas zależy kim jesteśmy, jak żyjemy i dokąd zmierzamy. Mamy większy wpływ na rzeczywistość niż czasami nam się to wydaje.

Pytanie – czy wyciskamy z życia i możliwości ile się da? Czy możemy czuć się lepiej i robić coś lepiej dla siebie i innych?

Widzę dwa nadrzędne cele wypracowywania i komunikowania kodu osobistego:
1. czerpanie większej satysfakcji z życia (odnajdujemy/ nazywamy nasza główną motywację życiową i maksymalizujemy kierowanie się nią zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym; nie rozdrabniamy się i łatwiej budujemy hierarchię ważności naszych działań)
2. efektywność biznesowa naszych działań (potrafimy pokazać naszą wartość i wyróżnić się na rynku- budujemy swoją markę osobistą: zwiększamy widoczność i zasięg naszych działań) Kod osobisty zakłada równoległe komunikowanie go w świecie realnym i wirtualnym (spójność i
efektywność).

Mamy wpływ na to jaki zestaw informacji będziemy wysyłać do świata zewnętrznego – nasz kodosobisty (personal code). To kompleksowe spojrzenie odwołujące się do naszej multisensoryczności w dynamicznie zmieniających się świecie. Wiemy już z licznych badań jak ogromną rolę odgrywają emocje oraz procesy nieświadome, intuicja. Emocje i wiarygodność to klucz, a drogą do wywoływania i odczuwania emocji są nasze zmysły. Mamy 5 głównych zmysłów: wzrok, słuch, węch, dotyk i smak. Do trzech pierwszych chciałabym się odwołać. Zacznę od perspektywy naszego odbiorcy i od tego co w pierwszej kolejności ma znaczenie w świecie realnym. Jednak proces budowy kodu osobistego zaczyna się odwrotną kolejnością – od pracy nad ,,jakościowym” JA, a nie nad pokazaniem ,,jakiegoś” JA.

Wzrok- obraz:
,,Jak Cię widzą tak Cię piszą”- to jak wyglądamy często determinuje odbiór naszej osoby, a już na pewno kształtuje pierwsze wrażanie. Nie jest to chłodna analiza racjonalna tylko szybka podświadoma decyzja i sygnał z naszego mózgu: ktoś jest ok lub nie. Oczywiście na późniejszym etapie interakcji (jeśli w ogóle do nich dojdzie) możemy to zmieniać, ale dużym wysiłkiem i nigdy nie uzyskamy efektu wow.

Poruszając się w świecie biznesu mamy narzucone pewne reguły ubioru – dress code. Doceniam wartość tych zasad – szczególnie tą nadrzędną – mówiącą o tym, że należy zawsze strojem dostosować się do miejsca i sytuacji (brak wulgarności, prowokacji). Jednak moim zdaniem dress code w wielu punktach jest wręcz archaiczny i można, a nawet trzeba go otworzyć na nowe. Każdy z nas jest inny, każdy ma swoje spojrzenie na świat i nie każdy musi wyglądać tak samo, poruszać się w tych samych sztywnych ramach.

Mężczyźni poza super oficjalnymi okazjami nie muszą mieć szafy w kolorach szarości, granatu i czerni, a kobiety nie muszą przebierać się za mężczyzn, aby budować swoja pozycję w męskim gronie. Chcę, abyśmy w pierwszej kolejności kierowali się swoim kodem potrzeb i wrażliwości, a nie narzuconymi normami. Biznes może mieć bardziej kolorowe i zindywidualizowane oblicze.

Patrząc na człowieka holistycznie, pracując nad budowaniem marki osobistej naturalną kontynuacją odkrycia/nazwania swojej największej motywacji życiowej jest przełożenie jej na styl jaki chcemy mieć, jaki czujemy, jaki dodaje nam energii. W każdym z nas drzemie pokusa bycia sobą zawsze, ale nie każdy ma odwagę otworzenia tych drzwi. Spotkałam już wiele kobiet, które oczami wyobraźni widzą się zupełnie inaczej, ale nie mają odwagi przełożyć tego na swoją codzienność.
Dlaczego? Bo jakoś się krępują, bo się wstydzą. Mężczyźni również lubią dobrze wyglądać, co więcej chcieliby dobrze wyglądać, ale też częściej w świecie wyobraźni. Skończmy z tym, doceniajmy fakt, że ktoś chce dobrze wyglądać i dobrze się czuć – nie ściągajmy go w dół sugerując, że nie skupia się na merytoryce lub ma duże ego. Skupmy się na tym co czujemy – ubrania mają moc i są ważne.

Pamiętajmy, że wzrok innych ludzi widzi nie tylko nasz wygląd w sensie dosłownym (fryzura, ubranie), ale też naszą postawę ciała, akcesoria, nasze prezentacje biznesowe, wizytówki. Wszystko co jest nasze. Pytanie czy dajemy się zobaczyć już na poziomie tzw. zerowego momentu prawdy w sieci? Zdjęcie, wyszukiwarki, obecność w social mediach.

Słuch – treść
W drugim etapie interakcji ważne jest to co mamy do powiedzenia. To test wiarygodności. Mam świadomość istnienia tzw. efektu anielskiego, ale uważam, że nasza warstwa zewnętrzna – ubiór może być naszym przyjacielem lub wrogiem. Przyjacielem, jeśli dobrze wyglądamy i jeśli idzie za tym jakość tego co mówimy i robimy (mówiąc brutalnie: opakowanie i produkt). Jeśli chcemy wyglądać super, ale przebierzemy się za kogoś kim nie jesteśmy to upadek w oczach innych jest tym większy.

Jeśli nie jesteś typem sportowca to nie wciągaj na siłę brzucha, nie opowiadaj o tym ile czasu spędzasz na siłowni i jak bardzo jesteś fit. Prędzej czy później spodnie strzelą w pasie, a ręka sięgnie po talerz z pączkami na spotkaniu. Musi być granica pomiędzy aspiracją a tu i teraz. To co mamy do powiedzenia, jak to mówimy jest bardzo istotne. Nie tylko treść, ale i forma. Czy nasze prezentacje biznesowe są na temat, czy są czytelne, czy są estetyczne i czy mają właściwą narrację (story telling). Czy poza słuchaniem dajemy komuś szansę na usłyszenie tego co chcemy przekazać?

Węch – zapach (tzw. wisienka na torcie)
W kontekście budowania marek osobistych raczej pomijany kanał komunikacji, za to w marketingu sensorycznym mocno eksplorowany. Sklepy mają swoje unikalne kombinacje zapachów, żebyśmy lepiej zapamiętali dane doświadczenie albo, żeby nasza wyobraźnia uruchomiła konkretne skojarzenia. Zapach to sygnał, który wysyłamy i odbieramy tak czy inaczej. Istnieją feromony, ale mamy przecież możliwość podkreślenia siebie wybraną nutą zapachową- magia. Czy przywiązujemy do tego wagę?

Podsumowanie:
Mówiąc branżowym żargonem: chcę szerzej patrzeć na osobę w świecie social sellingu, w którym ważny jest branding (personal branding), story telling i dress code. Chcę spuścić powietrze z nadmuchanego balonu o nazwie ,,biznes”. Przecież tyle się mówi o tym, że biznes tworzą ludzie. Bądźmy najlepszymi wersjami siebie (świadomi mocnych stron, akceptującymi swoje słabości, mającymi odwagę być i wyglądać tak jak chcemy), a jakość biznesu też będzie lepsza.

Chodzi o pracę nad efektywnością w świecie realnym i wirtualnym (strategię działań w sieci traktuję jako narzędzie do pokazywania naszego kodu osobistego, a nie kreowania kogoś kto w świecie realnym nie istnieje).

P.S. Wszystkie elementy kodu osobistego analizowane osobno mogą wydawać się oczywiste, jednak skomponowanie z nich spójnej i wyjątkowej całości wcale takie nie musi być. Zachęcam Was bardzo do tego.

Agnieszka Plencler
Partner w Top Personal Branding. Psycholog z doświadczeniem po stronie marketingu, uważny słuchacz.

Życiowe motto: Jakość jest najważniejsza. Dzięki niej życie smakuje lepiej.

https://www.slaskibiznes.pl/wiadomosci,twoj-kod-osobisty-personal-code-w-biznesie-i-nie-tylko,wia5-3-101.html